Ćwierć wieku za nami!
25 lat temu, w grudniu 2000 roku, przyjechał z drukarni pierwszy numer naszego pisma o nazwie „Obywatel”.
25 lat temu, w grudniu 2000 roku, przyjechał z drukarni pierwszy numer naszego pisma o nazwie „Obywatel”.
Dzięki spółdzielczości socjalnej tysiące ludzi znalazło swoje miejsce w życiu, stało się realnymi udziałowcami przedsiębiorstw, odzyskało godność w kraju hołdującym zasadzie „jeśli nie pójdziesz do jakiejkolwiek pracy, to zabierzemy ci zasiłek”. To właśnie tworzy napęd do wspólnej walki o lepsze warunki, o korzystniejsze rozwiązania i nowe instrumenty dla spółdzielców. Lepszy świat jest możliwy. Jednym z kamyczków takiej układanki są spółdzielnie socjalne.
Nie ma chyba tematu bardziej zmitologizowanego niż „socjal”. Wedle liberałów prawych, lewych i centrowych, w Polsce można nie pracować, nic nie robić, „wyciągać łapę”, dostawać od państwa na życzenie spore kwoty, a następnie je „przepijać” lub „robić tipsy”. Podobno jest o to łatwo. Podobno forsa tylko czeka.
Widmo krąży po świecie – widmo populizmu. Wszystkie potęgi ancien régime’u połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu. Przewodnicząca Komisji Europejskiej i „postępowi” miliarderzy, Macron i Tusk, amerykańscy demokraci i niemieccy policjanci. Gdzie jest taka partia opozycyjna wobec (neo)liberałów, która by nie była okrzyczana za populistyczną przez swych przeciwników będących u władzy, przy pieniądzach i wpływach, w „wolnych mediach”, „niezależnych instytucjach” oraz „organizacjach pozarządowych”?
Uniknięcie katastrofy rozpadu Unii jest polską racją stanu, a wzięcie większej odpowiedzialności za rozedrganą Europę – nie wyborem, lecz koniecznością. W czasie epokowych transformacji odegranie przez Polskę kluczowej roli w ustabilizowaniu sytuacji zmieniłoby trwale naszą pozycję. Obywatele jednego z krajów-przywódców najbardziej przyjaznego człowiekowi kontynentu już nigdy nie potrzebowaliby „aspirować” i „doganiać”.
Gdy dekadę temu, na 10-lecie obecności Polski w Unii Europejskiej, wydaliśmy numer poświęcony podsumowaniu tego okresu, sprawa była prostsza niż dzisiaj. Bilans raczej pozytywny, a to, co budziło wątpliwości, nie należało do kwestii absolutnie kluczowych. Inny był też kontekst. Młodsi czytelnicy tego nie pamiętają, ale akces Polski do UE dokonał się w epoce beznadziei. W kraju sponiewieranym „terapią szokową” Balcerowicza i jej powtórką za Buzka i Belki. W czasach, gdy prawica „suwerennościowa” i „narodowa” ścigała się z całą resztą na kult wolnego rynku i kurs antyspołeczny.
Wiele jest tematów, o których piszemy od lat. Nie z powodu braku innych pomysłów. Dlatego, że są one bardzo ważne pod względem społecznym. Innym szybko się nudzą. My uważamy, że dopóki problem trwa, dopóty trzeba o nim pisać. Należy do nich temat transportu zbiorowego i jego różnych aspektów.
Gdyby przenieść w nasze czasy kogoś świadomego ideologicznie oraz aktywnego politycznie sprzed stu lat, to po krótkim zapoznaniu się z rzeczywistością mielibyśmy pacjenta w stanie przedzawałowym lub proszącego o rozmowę z kimś, kto pomoże mu uporać się z nadmiarem wrażeń emocjonalnych.
To nasza wojna, choć nie na naszym terytorium. Toczy się m.in. dzięki naszemu wsparciu. I w naszym, nie tylko ukraińskim interesie wykrwawiają się i cierpią tysiące napadniętych tuż za wschodnią granicą.
Spędzamy w pracy co najmniej osiem godzin dziennie. Przez kilkadziesiąt lat. Niewiele jest spraw mających tak duży i długi wpływ na nasze życie. Ale czy towarzyszy temu równie wiele namysłu?
Na 39. badanych krajów Polska zajmuje 30. pozycję w zestawieniu pod nazwą „świat dziecka” (bezpośrednie doświadczenia dzieci: pożywienie, zużycie powietrza, wody, ekspozycji na hałas, etc.), 31. w kategorii „świat wokół dziecka” (tereny zielone, szkoła, mieszkania, ruch uliczny, zagrożenia środowiskowe), w zakresie zanieczyszczenia powietrza czwarte miejsca od końca, a w kwestii ekspozycji na pestycydy – przedostatnie.
Oddajemy w wasze ręce sporą i rzadko spotykaną w jednym miejscu dawkę wiedzy na temat tego, jak żyją w Polsce dzieci i młodzież – i jak mogliby żyć lepiej.
Dzisiaj ekologia jest modna. I pilna. Mamy bowiem katastrofę klimatyczną. Już coraz trudniej udawać, że nic się nie dzieje, że to błahostka, że „nie panikujmy”. Rośnie średnia globalna temperatura, co chwilę są „upały stulecia”, towarzyszą temu susze, kataklizmy i deszcze nie nawadniające, lecz ulewne, podtapiające i dewastujące dorobek lat i pokoleń. Już nie da się chować głowy w piasek.
Media bez klasy · Medialne oblicza biedy · Chamofobia na ekranie. Mieszkańcy wsi jako ofiary swojego stylu życia · Kogo zabolało disco polo · Od underclass do Homo sovieticusa: Czynnik ludzki hamulcem modernizacji · Kibicowski „proletariat” w starciu z systemem · Jak programy typu talent show uczą nas akceptacji (wy)zysku · Jak nam wkładano neoliberalizm do głów · Okupas: bez dachu nad głową w krzywym zwierciadle mediów · Media, lewica i brak dialogu · Godność wrzucona do niszczarki · Dziennikarska szara rzeczywistość · Z Polski rodem: Królestwo Boże na ziemi. Idee społeczno-polityczne mariawityzmu · Umysł karmiący. O poezji Kacpra Bartczaka · Wiersze
Wykorzystuje się półprawdy czy część historii, przekłamuje fakty lub nimi manipuluje, a potem w mediach mówi o ogromnym problemie z okupas. Oczywiście istnieją strony fact-checkingowe, które wyjaśniają drugie dno tych zazwyczaj skomplikowanych historii, ale sprawdzają je tylko ci, którzy chcą dotrzeć do prawdy lub nie wierzą w prostą bajeczkę o dzikich hordach zajmujących mieszkania.
Prawo do szacunku i zainteresowania otrzymują przede wszystkim osoby, które osiągnęły tak zwany sukces, czyli mają odpowiednio wysoki poziom konsumpcji, a jednocześnie konsumują umiejętnie i widowiskowo. Brak dostępu do konsumpcji oraz wiedzy, jak i do czego jej używać, oznacza marginalizację. W mediach biedni automatycznie trafiają na ten margines.